niedziela, 5 kwietnia 2015

Ten.

       Zszokowana wiadomością, która widniała na kartce, wciąż stałam osłupiała. Kilka razy czytałam te wyrazy tylko dlatego, by przekonać się, że to nie jest sen, tylko moja bardzo bujna wyobraźnia. Niestety. Chciałam się skontaktować z Erin i dowiedzieć się czy to prawda, ale telefon wyleciał mi z torebki.

       Wszystko, cały świat się na mnie uwziął. Nieustannie kładł mi kłody pod nogi. Za każdym razem musiałam otrzepać brudne spodnie i wstać. Niekiedy było to bardzo trudne. Ale przecież takie jest życie. Lubi nas zaskakiwać, atakuje nas w najmniej odpowiednim momencie. Nie przewidzimy tego. Trzeba być odpornym na wszelkie zła, szkody. Każdy radzi sobie z tym na swój sposób. Niektórzy to po prostu olewają, jakby byli wyprani z jakichkolwiek uczuć, a inni przejmują się najmniejszymi błahostkami. Wszyscy jesteśmy inni, ale żaden z nas nie jest idealny.

       Czy tam wrócę? Muszę. Nie chcę jej stracić, a wiem, że ten człowiek jest zdolny do rożnych rzeczy, byle tylko osiągnąć swój cel. Mimo iż było już bardzo późno, siedziałam na łóżku, rozmyślając co powinnam konkretnie zrobić. Otulona miękkim kocem bujałam w obłokach. Oczy zaczynały powoli się zamykać, jednak skutecznie musiałam temu zapobiec. Miałam mało czasu, a tak dużo do zaplanowania. Nie mogłam tam pójść bez niczego. Każdy błąd może być moim ostatnim, ale jednego jestem pewna. Nie poddam się tak łatwo.

Perspektywa Erin

       Za oknem robiło się już ciemno. Wiatr coraz bardziej nasilał, przez co wydawał nieprzyjemne dźwięki. Księżyc powoli zawitał, a na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Przez cały ten czas siedziałam cicho w kącie. Nie płakałam. Starałam się być silna i nie okazywać słabości temu dupkowi.  Z owiniętymi rękami wokół kolan czekałam na rozwój sytuacji. Nie krzyczałam. Wtedy podrosła by mu satysfakcja. Będę udawać, że mi się tu podoba. Cokolwiek, żebym tylko nie musiała oglądać tego perfidnego uśmieszku. I  tak to wszystko moja wina. Byłam taka naiwna. Tylko skąd miałam wiedzieć, że to oszustwo. Wszystko było tak realistyczne. Ten telefon. Naprawdę się przestraszyłam... Zaraz! Przecież ja mam telefon! Siedzę tu już kolejną godzinę i kompletnie o nim zapomniałam. Porwał mnie i nie zabrał telefonu. Co za idiota... Gdy już miałam sięgnąć ręką do kieszeni, usłyszałam kroki dochodzące zza drzwi. Czemu wszystko idzie nie po mojej myśli? Brakuję mi kilku minut i będę wolna, tylko muszę go jakoś zatrzymać. Błyskawicznie wstałam z twardego podłoża. Nerwowo rozglądając się, szukałam mebla, który może zablokować wejście. Odruchowo chwyciłam za kant łóżka i próbowałam przesunąć. Włożyłam w to całą swoją siłę. Nawet nie drgnęło. Zostawiłam łóżko i pobiegałam pod średniego rozmiaru szafkę. Z wielkim trudem przesunęłam ją pod drzwi, a sama schowałam się w dużej szafie, która stała naprzeciwko łóżka. Usiadłam i  jeszcze bardziej zdenerwowana zaczęłam szukać telefonu. Pierwsza kieszeń. Coś wypukłego. Wyciągnęłam i okazało się, że to mój nowy przyjaciel. Gaz pieprzowy! Teraz to może jedynie pożałować, że otworzy te cholerne drzwi. Dopiero zaś w drugiej znalazł się telefon. Poczekaj chwilę... Nasłuchiwałam narastających dźwięków. Czy on próbuje przesunąć szafkę? Pieprzony dupek.

          - No Erin, gdzie się chowasz? – zapytał przesłodzonym głosem.

       Czekałam cierpliwie aż otworzy drzwi od szafy, a wtedy ja zaatakuje i nie będzie odwrotu. Niestety w szafie znalazł się kurz. Na moje nieszczęście mam na niego uczulenie. Nos zaczął mnie piec i kichnęłam. Starałam się to zrobić jak najciszej, ale i tak zdołałam usłyszeć jego głośny śmiech.

          - Skarbie, wyłaź z tej narnii – krzyknął, próbując zahamować śmiech.

       Przysunęłam rękę z gazem pieprzowym zaraz przy otwarciu. Ciężko przełknęłam gulę w gardle. Chciałam, żeby było już po wszystkim. Siedzieć już w cieplutkim mieszkaniu, popijając kubek gorącego kakao. Zanim będą przyjemności trzeba trochę pocierpieć. Kroki coraz bardziej zbliżały się w strony szafy. Serce zaczynało coraz szybciej bić.

          - Wyjdziesz z łaski swojej. A może mam ci pomóc? – zapytał powoli się denerwując.

       Odczekałam chwilę. Nie odezwałam się ani słowem. Przecież na tym to wszystko polegało. Musiał otworzyć szafę...

          - Czyli jednak wybierasz tą drugą opcję. Będzie mniej przyjemna – odezwał się stając przed drzwiami.

       Nadszedł ten czas. Dzieliło nas już tylko kilka sekund. Ręce zaczynały się coraz bardziej trząść, a ja nie umiałam nad tym zapanować. Chłopak powoli otwierał drzwi. Słyszałam skrzypienie. Dłoń trzymałam w tym samym miejscu. Światło zaczynało wpadać do szafy, więc szybko kopnęłam w wewnętrzną stronę i najszybciej jak tylko mogłam wycelowałam w niego gazem. Po czym nacisnęłam i z butli rozprzestrzeniał się nieprzyjemny dla oczu gaz. Sama zatkałam je ręką, kiedy on próbował je przemyć.

          - Kurwa – jęknął, kiedy gaz zaczął jeszcze bardziej piec.  – Pożałujesz tego. Ty i ta twoja koleżanka.

       Nie tracąc czasu ruszyłam w stronę drzwi. Zwinnym ruchem je otworzyłam, następnie zamykając je na klucz, by  dłużej zajęło mu wydostanie się z pomieszczenia. Zbiegłam ze schodów i skierowałam się w stronę drzwi wejściowych. Pociągnęłam za klamkę. Jak na złość były zamknięte. Ciągnęłam z całej siły. Wszystko na nic. Tętno znacznie przyśpieszyło. Zdałam sobie sprawę, że to koniec, kiedy z kuchni wyłonił się Luke.

          - Erin co ty tu robisz?! – zawołał podchodząc bliżej.

       Powiedzieć prawdę? Nie, wyszłabym na mięczaka. Przez krótki czas starałam się wymyślić w miarę dobre wytłumaczenie, jednak nic nie przychodziło mi do głowy.

          - Ja... Emm... Zwiedzam? – brzmiało to bardziej jak pytanie niż odpowiedź, ale nic nie mogłam.

          - Tak, uważaj bo ci wierzę – prychnął pod nosem.

       W nosie mam czy mi wierzy. Po prostu muszę się stąd jak najszybciej wydostać. To jest ważne.

          - Zaraz stanie się coś niesamowitego. Po raz pierwszy cię o coś poproszę. Tylko zgódź się – poprosiłam go, przyjmując poważną minę.

          - Więc otwórz drzwi. Proszę. Jestem już spóźniona o dobre kilka godzin, a wiesz jaki jest mój tata.

       Nie skłamałam tak bardzo. Mój tata był bardzo surowy. Zawsze wyznaczał odpowiednie godziny kiedy mogę wychodzić z domu. A teraz będę miała naprawdę przerąbane, bo nie powiedziałam mu o wyjściu.

       Usłyszałam z góry trzask drzwi. Przeraziłam się. I tak to słowo nie wyraża tego co czułam w tamtej chwili. Byłam cholernie przestraszona.

          - Spoko. Trzeba było tak od razu – powiedział, wyjmując z kieszeni pęk kluczy. 

       Po chwili otworzył drzwi, a ja wybiegłam z nich niczym torpeda. Od razu skierowałam się do bramy. Wybiegając na ulicę lekko odetchnęłam z ulgą. Lecz nie całkiem, gdyż muszę jak najszybciej uciec z tego terenu i dostać się do domu. Tylko był jeden problem. Nie mojego. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, sprawdzając godzinę. 1.39! O tej porze nie mogę wrócić do domu. Muszę gdzieś zostać. Tata by mnie zatłukł. Wystukałam numer do brata. Pozostało się tylko modlić, by odebrał. Przyłożyłam komórkę do ucha i czekałam aż zaczną się sygnały. Pierwszy, drugi... Nic. Powoli zaczynałam tracić cierpliwość. Jednak za trzecim odebrał.

          - Erin, gdzie ty jesteś?! Rodzice się martwią! – krzyczał do słuchawki. Jakbym tego nie wiedziała!

          - Okazało się, że mamy mieć projekt z historii. Telefon mi się rozładował, a u Scar nie było prądu. Powiedz rodzicom, żeby się nie martwili. U mnie wszystko w porządku – uspokoiłam go. 

       Przynajmniej mam taką nadzieję.

          - No dobra, choć nie wiem czy to coś zmieni – westchnął, rozłączając się.

       Wciąż biegłam. Nie bardzo wiedziałam, gdzie jestem. Wszystko wydawało mi się takie same. Drzewa, wyglądały niemal identycznie. Bałam się. Przez horrory wyobrażałam sobie drastyczne sceny. Myśli zaprzątane były krzykami, można nawet powiedzieć, że wrzaskami. Szelest krzaków i liści rozłożonych na ziemi. Powoli zaczynało brakować mi tchu, więc musiałam przez chwilę odsapnąć. Oparłam się o korę wysokiego dęba. Przyglądałam się małym krzewom, które rosły naprzeciwko drzewa. Były ułożone w idealnej linii prostej. Równo przycięte, zajmowały kilka metrów. Przetarłam dłonią, spocone czoło i biegłam dalej... Coraz bardziej zaczynałam przypominać sobie drogę do domu Scarlett. Panowała mgła. Gęsta, szara mgła. Nie widziałam przed sobą nic. Biegłam bokiem, prawie rowem. Nie chciałam zderzyć się z jakimś samochodem. To ostatnia rzecz, na którą chciałam sobie pozwolić. Nogi zaczynały przestawać pracować. Wydawało się, że zaraz upadnę. Dlatego zaprzestałam biegać i resztę drogi przeszłam piechotą. Wyszłam z ciemnych lasów, a znalazłam się w mieście. Postawione gdzieniegdzie lampy, świeciły oświetlając chodnik jak i drogę. Kilka aut zaparkowane były na parkingu, obok hoteli czy barów. Nie przechodził żaden człowiek. Żadna żywa istota nie błąkała się na ulicy. Zapomniałam... jedynym człowiekiem byłam ja.  Panowała głucha cisza. Nie było słychać nawet lekkiego wiaterku. Nic. Żadnej muzyki ani odgłosów opon. Jedynie dźwięk moich butów, zderzających się o bruk. Wciąż towarzyszyły mi przeróżne zwidy. Obiecuję, że jeśli wrócę nie oglądnę żadnego horroru.

       Kiedy ominęłam rynek, chodnik wcale się nie skończył. Rozchodził się aż po park. Na szczęście znałam go. Był to park, którym codziennie chodzę do szkoły. Rano kwitł radością, zaś w nocy wydawał się smutny. Radość rozpłynęła z mgłą, a zawitała ciemność. Ucieszyłam się, że jestem już blisko jej domu. Ale co jeśli ona teraz śpi i mi nie otworzy? Spędzę noc na ławce? No nic... Najwyżej będę walić tak długo, aż jej sąsiedzi nie zadzwonią po policję, bo jakaś psychopatka próbuje włamać się do domu. Minęłam park. Z daleko zdążyłam już zauważyć charakterystyczne drzewko, które rosło w ogrodzie.  Weszłam po kilku schodach i podeszłam pod drzwi. Zapukałam. W normalnych okolicznościach napisałabym do niej, że stoję przed wejściem, ale nie miała telefonu.
Nikt nie otwierał. Zapukałam jeszcze raz, tylko mocniej. Czekałam jak ta skończona kretynka o 2 w nocy. Zmusiła mnie do tego sytuacja, w której się znalazłam. Usłyszałam dźwięk kluczy, dochodzących ze środka. Tak! Po chwili moim oczom ukazała się dziewczyna.

          - Mamo, znowu zapomniałaś klu... – nie dokończyła, kiedy zaspanymi oczami wpatrywała się w moją osobę. – Erin! – krzyknęła, przytulając mnie.

          - No hej... Dusisz! – powiedziałam ciszej, gdyż uniemożliwiła mi to Scarlett.

          - Boże Święty, jak ja się o ciebie martwiłam. Już myślałam, że on ci coś zrobił! Właź szybko do domu. Jesteś cała zmarznięta!

       Razem weszliśmy do mieszkania, uprzednio Scar zamknęła drzwi. Usiadłyśmy na kanapie i zaczęłyśmy rozmowę.

          - W ogóle nie spałam. Wiesz jak się bałam! – oznajmiła, nie kryjąc radości. – Jak ty się wydostałaś?

          - Zaraz... skąd ty wiesz, że ktoś mnie porwał? – zapytałam zdziwiona.

       To było bardzo podejrzane. Przecież jej nie mówiłam, bo kiedy. Nie zadzwoniłam do niej, a ona i tak o wszystkim wiedziała. Pozostaje tylko pytanie. Skąd?

          - Zostawił mi kartkę na szafce, z informacją, że mam jutro przyjść do niego i przez ten cały czas myślałam tylko o tym.

       Zaczęłam opowiadać jej całą historię od samego początku. O telefonie, o oszustwie. Wszystko. Byłam bardzo szczęśliwa, że udało mi się wydostać stamtąd. Nie chcę już go nigdy więcej widzieć. Dla mnie jest nikim. Wykorzystał mnie, by zwabić Scarlett! Jedynym uczuciem jakim go darzę to jest nienawiść.

          - Mogę u ciebie zostać? – spytałam lekko speszona.

       Dziwie się czułam, że musiałam ją pytać o takie rzeczy. Jednak nie miałam innego wyboru.

          - Jasne! Jeszcze się pytasz! Mam śpiwór w szafie. Chodź pokażę ci – pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła do swojego pokoju. W czasie drogi oglądałam jej dom. Nigdy wcześniej tu nie byłam, ale widziałam wiele razy już ten dom. Weszłyśmy do jej pokoju. Scar od razu pokierowała się do szafy, z której wyciągnęła czerwony śpiwór, po czym rozłożyła go na podłodze. Byłam jej naprawdę wdzięczna, że pozwoliła mi tu zostać.

          - Wiem, że nie tego oczekiwałaś, ale to jedyne co mogę ci zaoferować – powiedziała siadając na łóżku.

          - Żartujesz? Jest naprawdę świetnie! Dzięki, że mogę tu zostać. Jutro z rana od razu się stąd wynoszę – zaśmiałam się.

          - Nie musisz... Ah zapomniałabym. Piżama! – wstała i podchodząc do jednej szafek, wyciągnęła niebieską piżamę. – Idź się przebrać.

       Wskazała na białe drzwi, prowadzących zapewne do łazienki. Skinięciem głowy weszłam do środka. Rozebrałam się i przemyłam ciało wodą. Następnie wytarłam je ręcznikiem i założyłam przygotowane ubrania. Te stare, starannie poskładałam i położyłam w kącie.

          - I tak chyba dzisiaj nie zasnę – rzekłam, wychodząc z łazienki.

       Scarlett była już okryta kołdrą i zapewne próbowała zasnąć.

          - Ja chyba też – dodała, odwracając się w moją stronę. – To był chory dzień  - podsumowała.

          - Zgadzam się – przyznałam, kładąc się w śpiworze. – Nigdy więcej  takich wydarzeń.

          - Zgadzam się – powtórzyła moje słowa, na co obie się zaśmiałyśmy.

       Ta rozmowa nie miała najmniejszego sensu, jednak dalej ją kontynuowaliśmy.

          - Jesteśmy chore – krzyknęła, uderzając się poduszką.

          - Zga... – przerwałam, bo usłyszałam niepokojący dźwięk z dołu.

       Przestraszyłam się. Co jeśli on wrócił! Nie myśl tak... Skarciłam się w myślach.

          - Słyszałaś to? – zapytałam wstając.

          - Yhym... Lepiej pójdę to sprawdzić. Zostań tu! – powiadomiła mnie, otwierając drzwi.

       Nie chciałam jej puścić samej. Dlatego ruszyłam z miejsca i podeszłam pod drzwi. Jej nie było już widać. Znów to uczucie. Chciałam się go jak najszybciej pozbyć. Nienawidziłam go. Takie ukłucie w sercu... Powoli zeszłam ze schodów. Drżącym krokiem powędrowałam w stronę kanapy.

          - Scar! Gdzie jesteś?... Odezwij się, to nie jest śmieszne! – oburzyłam się.

Nikt nie odpowiadał. W oczach miałam łzy. Byłam już tego pewna. On wrócił!
______________

Hej i czołem!
Myślałam, że przerwa potrwa dłużej, ale gdy zobaczyłam 10 tyś wyświetleń. Zabrałam się za pisanie rozdziału. Chciałam Wam strasznie podziękować. Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy! Coś pięknego.
Mam do Was ogromną prośbę! Jeśli przeczytaliście rozdział, napiszcie komentarz, nawet jeden wyraz. Chcę wiedzieć ile osób czyta to opowiadanie, bo wyświetleń rozdziałów jest ponad 200, a niektórych nawet 400, a komentarzy jest tak mało. Jeśli piszecie bloga to wiecie, że one bardzo motywują, więc proszę Cię. Napisz komentarz :)
edit:
Powstała zakładka Liebster Award
Zapraszam!

I ostatnia rzecz, a mianowicie:

WESOŁYCH ŚWIĄT!!
DUŻO JAJEK, MOKREGO ŚMINGUSA DYNGUSA, ZAJĄCÓW Z CZEKOLADY. NAJEDZCIE SIĘ, TAK JAK JA TO ZROBIŁAM!


Do zobaczenia!

21 komentarzy:

  1. Genialny :) Jezu, dlaczego Ty musisz kończyć w takich momentach?! Czekam na next i życze wesołych świąt :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahha! jestem pierwsza! :D
    No więc tak. Bardzo się cieszę, że przerwa faktycznie trwała tak krótko ;) Uwielbiam to opowiadanie i wiem, co teraz myślisz! Myślisz, że to kolejna głupia paplanina, typu: "świetny rozdział, czekam na nn!" albo "kocham to, pozdrawiam" itd. Otóż wcale nie. Ja naprawdę to lubię i domyślam się, że już nieraz ja czy kto inny Ci to mówili, ale mi się to tak podoba, że.... Teraz jak to czytam to mam wrażenie, że pomyślisz, że jestem jakaś pijana czy co gorsza naćpana! ahaha xD
    No dobra, przejdźmy do rozdziału. Jupi! Erin się wydostała! ^_^ Ja na początku pomyślałam, że ona będzie już taka gotowa czekała z tym gazem i tu nagle on wejdzie i ona psiknie, a późnij okaże się, że to jej brat, ale coś moje myśli się nie sprawdziły i może to i lepiej xD Właściwie to Harry (kocham Cię!!) sobie zasłużył, ale mimo wszystko i tak mi go jakoś tak... szkoda xD Ale inteligencji to mu gratulować nie można :D Porwał ją, ale telefonik to zostawił... xD Zresztą Luke nie lepszy. Wypuścił ją tak o. Chociaż on raczej nie wpadłby na to, że jego kolega porwał jego byłą znajomą, więc cóż.... :D
    Kurde... posłodziłam, posłodziłam a teraz pora na wyrzuty! Tak, wyrzuty! No więc.............. JAK MOGŁAŚ SKOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE?! Ja tu już taka podekscytowana, bo nie mam pojęcia kto kto jest, a Ty mi tu kończysz?! Gdzie tu sprawiedliwość no?! Ale dobra... Spokojnie.... Ja sobie zaczekam. Właściwie to nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że to jej mama... xD Ale z drugiej strony bardziej emocjonujące byłoby gdyby był to np. Harry. No nie wiem, co lepsze xD szkoda mi dziewczyn, takie traumy przeżywają, a ja tu sobie spokojnie siedzę i piszę jakie byłoby to ekscytujące, gdyby... :D Tak, tak... Za bardzo się wczułam xD
    No dobra, kończę! Dziękuję za życzenia, smacznego jajka to już chyba nie pożyczę, ale mokrego Dyngusa jak najbardziej! :D
    Pozdrawiam, mam nadzieję, że wena się utrzyma ;)

    PS. To w nawiasie jest do Harry'ego, nie czytaj!!!! xD I komentarz jak zwykle z masą błędów, bo już mi się go nie chce sprawdzać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, po opublikowaniu okazało się, że ktoś mnie jednak wyprzedził xD Nie patrz na to na samej górze ("Hahahha! jestem pierwsza! :D") :D

      Usuń
    2. Ajć. Serio miałam napisać, że to jej mama xDD czytasz mi w myślach. Jakie ekscytejszyn gdy czytałam ten komentarz haha.
      Co do śmingusa dyngusa to racxej nie będzie udany, bo pada u mnie śnieg xDDD

      Usuń
  3. Jezu normalnie mam jakis zawał serca. On wrocil i zaraz rozpeta sie pieklo? Dobrze mysle? W takim fanstastycznym momencie przerywasz ahhh! Pozdrawiam i czekam na 11.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu normalnie mam jakis zawał serca. On wrocil i zaraz rozpeta sie pieklo? Dobrze mysle? W takim fanstastycznym momencie przerywasz ahhh! Pozdrawiam i czekam na 11.

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko, końcówka po prostu świetna.
    Pisz następny i dużo wełny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weny* jej ku ten słownik.... Ugh...

      Usuń
    2. Dzięki za wełne, przyda się xDD

      Dziękuję 😚

      Usuń
  6. Bardzo się cieszę że wróciłaś ❤
    Ten rozdział był taki emocjonujący ❤
    Końcówka jak z horroru ;o
    Ściskam i życzę weny
    You Belong With Me

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej! Nominowałam cię do Liebster Award. Więcej informacji znajdziesz tu: http://pod-jednym-dachem-5sos.blogspot.com/p/liebster-awards.html
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ile emocji w jednym rozdziale, ale i tak końcówka najlepsza :)
    Jestem ciekawa co będzie dalej.
    Czekam na kolejny.
    Pozdrawiam, Cynical Caroline.
    save-me-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaprszamy do konkursu w naszym Katalogu. [katalogff.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo fajny rozdział. Blog przyjazny. Masz serio talent i na pewno nie raz tu wpadne : )
    http://partdirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. "Skoro możemy wybierać opowiadania na podstawie opisów, czemu nie robić tego na podstawie postaci?" - oto nasze motto, motto Projektu Stella. Jeśli chcesz, by stworzenie z twojej wyobraźni się tam znalazło, odwiedź nas:
    http://projekt-stella.blogspot.com/
    Zapraszamy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratulacje! Zostałaś nominowana do Liebster Award! Wszystko czego potrzebujesz znajdziesz u mnie na blogu :)
    http://bloodflowsff.blogspot.com/2015/04/liebster-blog-awards.html

    OdpowiedzUsuń
  13. To oppwoadanie to zycie
    Blagam napisz kolejny rozdzial bo ja juz nie wytrzymuje haha ciznsksbdn
    Zajebiste xx

    OdpowiedzUsuń
  14. Nominuję cię do Liebster Award
    Więcej informacji u mnie :D

    http://you-smile-i-smile-baby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. jeju *o* kochaaamy to jak piszesz *o* to takie nieprzywidywalne i ..... i.... :D CUUUDOWNNEEEE

    OdpowiedzUsuń
  16. Nominuję Cię do Liebster Blog Aword. Więcej potrzebnych informacji na blogu: http://selena-justin-love-story.blogspot.com/p/liebster-blog-aword.html

    OdpowiedzUsuń