wtorek, 21 kwietnia 2015

Eleven.

Perspektywa Harry’ego.

       Od samego początku, kiedy weszła do tego domu wiedziałem, że będą z nią kłopoty. Miała za cięty i niewyparzony język, żeby normalnie się ze mną obchodzić. Nie powiem, doprowadzało mnie to do szału. W ogóle się nie bała. Nawet, miałem przeczucie, że zaraz wybuchnie niepohamowanym śmiechem. Czułem się nadzwyczaj dziwnie. Tak jakbym to ja był tą słabszą osobą... Kogo ja oszukuję. Ja zawsze będę tym, którego się boją, tym, przy którym inni będą mieli ciarki, tym, którego imię zawsze będzie krążyło wśród ciemnych zaułków. Wiedziałem kim jestem, na co mnie stać. Zdaję sobie sprawę do czego jestem zdolny. Nie jestem osobą, która tryska uczuciami. Można powiedzieć, że od dawna zostałem wyprany z jakichkolwiek uczuć. Nie zawsze taki byłem. Pewne wydarzenie zaczęło mnie niszczyć. Coraz bardziej staczałem się na dno. Nie umiałem tego zatrzymać. W środku, dalej byłem tym samym człowiekiem. Jednak nie na długo. Ten świat, wydawał mi się taki inny. Patrzyłem na wszystko inaczej. Nie tak jak dotychczas. Dostrzegałem tylko samo zło. I to zło zagościło we mnie do teraz. Dlatego nie przejmuję się innymi. Nie obchodzi mnie, że cierpią przeze mnie. Ja także cierpiałam, ale mi nikt nie pomógł, bo jedyna osoba na której mi zależało. Był mój ojciec. Obiecałem sobie, że zemszczę się i nikt mnie nie powstrzyma...

       Wracając do poprzedniej sytuacji. Kiedy moje oczy przestały mniej piec, pozbierałem się z ziemi i ruszyłem w stronę drzwi. Wściekłość, która mnie opanowała, była ogromna. Nie umiałem tego opisać. Pospiesznie schodziłem ze schodów, ale gdy już to uczyniłem. Nie zastałem jej, lecz Luke’a siedzącego na kanapie.

           - Nie widziałeś może blondynki, próbującej uciec? – zapytałem, podchodząc bliżej i torturując go wzrokiem. Nie wiem co mu zrobię, jeśli okaże się, że ją wypuścił.

           - Mówisz o Erin? – uniósł brew, wstając z sofy. Wolnym krokiem przemierzył salon, po czym dodał. – Wiedziałeś, że to jest siostra Liam’a, prawda?

       Oczywiście, że nie wiedziałem. Jeśli bym był doinformowany dałbym jej spokój.

           - Człowieku, jeśli ona coś mu powie. Masz przesrane, szczególnie, że to twój przyjaciel!

       Kurde, gdzie podziałeś mózg! Teraz jak na to patrzeć, to nie jest za ciekawie. Trzeba było się o niej najpierw coś dowiedzieć, a nie tak pochopnie. I widać efekt mojej głupoty. Liam jest dobrym kolegą. Nie chcę zniszczyć tej przyjaźni.

       Wszystkie emocje wyfrunęły. Przestałem przejmować się tym, czy ją wypuścił. Bo na pewno tak się stało. Gdy tylko zobaczył, że to znajoma. Od razu ją wypuścił. Nie dziwę mu się.

           -  To co ja mam teraz zrobić? – zapytałem lekko zmieszany. Nie mam pojęcia, jakie mogą być tego konsekwencje. Będę musiał ją jakoś zastraszyć. Jak na razie. To jedyne co przychodzi mi do głowy w tej chwili. Przecież nie poproszę ją o to, żeby trzymała język za zębami czy obiecać na mały paluszek, że nikomu nic nie powie. To już nie te czasy.

           - Wymyśl coś. Przecież tobie to tak łatwo ci przychodzi... – westchnął, po czym ruszył na górę, zostawiając mnie w osłupieniu. Naprawdę nie wiedziałem co zrobić, ale nie mogłem bezczynnie siedzieć i nic nie robić. Do tego potrzeba radykalnych sposobów.

       Chwyciłem wiszącą na wieszaku czarną bluzę i wyszedłem z mieszkanie, uprzednio zamykając drzwi na klucz. Założyłem kaptur na głowę i poszedłem w kierunku kamienistej drogi. Kiedy już się na niej znalazłem, z mojej kieszeni wydobyło się nieprzyjemne brzęczenie. Wyciągnąłem wibrujący telefon, aby sprawdzić, co było tego przyczyną. Dostałem SMS-a.

Od: Liam

Spotkanie gangu w starej fabryce o godzinie teraz. Przyjście obowiązkowe!

       Ugh... Nie znam takiej godziny. W najmniej odpowiednich sytuacjach on musi mieć jakiś problem. Przynajmniej mam nadzieję, że nie chodzi o ten mały incydent. Może jeszcze nie zdążyła go poinformować. Jest czwarta nad ranem. Powinna spać.

       Wiatr lekko dmuchał, co przyprawiło mnie o delikatne dreszcze. Słońce powoli wychodziło zza horyzontu, ukazując swój blask i rozjaśniając ziemię. Lampy zaczynały gasnąć, przez co zrobiło się ciemniej, gdy przechodziłem przez las. Drzewa znajdujące się w nim szeleściły nad moją głową. W dłoniach schowanych w kieszeniach przemierzałem kolejne metry. Droga wydawała mi się nie kończyć. Wiedziałem, że jeszcze został kawałek do pokonania, dlatego nie poddawałem się. Nie tracąc czasu, przyśpieszyłem mimowolnie kroku. Podczas drogi myślałem jedynie o Scarlett. Jest chyba jedyną dziewczyną, która dogłębnie wzbudziła moje zainteresowanie. Nie bała się. Wręcz przeciwnie. Miała ze mnie ogromny ubaw. W szczególności podczas spotkania koło drzewa. Nie lubię jakoś konkretnie nazywać tego wydarzenia, bo nie potrafię. Jej drobna postura, nie wzbudzała strachu ani przerażenia. Gdy się odwróciłem, oczom nie uwierzyłem. Prawdę mówiąc, nie poznałem jej. Miałem kilka podejrzeń, ale okazały się one nieprawdą, gdy odnalazłem jej telefon. Muszę to przyznać. Niezła intryga. Nie mam pojęcia ile one czekały aż wyjdziemy z mieszkania. Czekały, ale nie poszły. Nie odwróciły się ani nie stchórzyły. Postawa godna podziwu. Szczególnie, że to dziewczyny. Kiedy tak rozmyślałem, nim się obejrzałem, a  znalazłem się już wyznaczonym miejscu. Nie darzę go jakoś szczególną sympatią, bo spotykamy się w nim tylko w wyjątkowych sytuacjach. Jak się okazuje, taka jak ta.

       Wszedłem do środka i od razu do moich nozdrzy wtarł się okropny zapach stęchlizny. Niby przyzwyczaiłem się do tego, ale wciąż czuję do niego odrazę. Poszedłem głębiej. Wzrokiem odszukałem reszty. Zastałem ich wpatrującą się w jakąś olbrzymią kartkę, leżącą na brudnej, starej płycie. Westchnięcia co kilka sekund wydobywały się z ich ust. Co chwilę przecierając ręką czoło, obmyślali plan.

           - No więc. Co was sprowadza – zapytałem mniej pochłonięty pracą. Przyglądałem im się z wielkim uśmiechem na twarzy. Coś sobie nie radzą.

           - Stary, wreszcie jesteś – zauważył Louis, po chwili kontynuując. – Musisz nam pomóc.

       Podszedłem bliżej, chcąc zobaczyć w czym problem. Zauważyłem plan jakiegoś budynku. Prawdopodobnie tej fabryki. W środku czarnych konturów znajdowały się dwa kolory. Czerwony i różowy.

           - Czerwoni to my, prawda? – spytałem, wskazując na patyczkowate ludziki. I było jasne kto to rysował. Liam...

           - Niezupełnie... Różowi to my. Ale nie podoba ci się ten kolor? Patrz jaki odcień! – zachwycał się kolega. Nie mogłem pojąć jego toku myślenia. Z jednej strony okazywał się sporą wiedzą, a z drugiej no... tym.

           - Czemu nie wybrałeś bardziej no nie wiem, męskiego koloru? – oburzyłem się wbijając wzrok w kartkę.

           - I tak się ciesz, że to ma w ogóle jakiś kolor. Ledwo co, przemyciłem te kredki do oczu – odetchnął, ukazując zmęczenie. – Uwierzcie. To było naprawdę ciężkie.

           - Do rzeczy! – krzyknąłem, przerywając tę dziecinadę.

Wszyscy stali się błyskawicznie poważni. Żaden nie pisnął nawet słówka.

           - Tak, więc. Jak wiecie walka już coraz bliżej. Dlatego musi ustalić kilka rzeczy – kiwnął głową w stronę planu. Jeżdżąc palcem po kartce wyznaczał nasze tereny.

       Ponieważ to my jako zwycięzcy wybieraliśmy teren. Znajdowaliśmy się w lepszym położeniu. Ogólnie w lepszej sytuacji, dlatego że mamy mniej widoczne miejsca. Mniej rozwalonych ścian i podłóg. Mamy także więcej broni, więc powinniśmy wygrać tą walkę bez najmniejszego szwanku.

           - My mamy zachodnią część, oni wschodnią. Nad różowymi ludzikami są inicjały waszych imion – oznajmił brunet, wyszukując kolejnych informacji.

       Rzeczywiście nad ich głowami były pierwsze litery imienia każdego z nas. Wzrokiem szukałem swojego. Znajdowało się w najlepszym położeniu dla mnie, w najgorszym dla drużyny przeciwnej. Już się nie mogę doczekać jak w tym roku skopiemy im dupska.

           - Harry na samym przodzie. Pójdziesz na pierwszy ogień. Po drugiej stronie Zayn. Za nimi Luke z Louisem, a tyłu osłonię ja z Niallem.

           - Będzie lepiej jak Niall pójdzie z Louisem i Lukie’m, dlatego że budynek podzielony jest na trzy części. Pasowało by, żeby przynajmniej w jednej była trójka. Liam da sobie sam radę – rzekłem zmieniając plan. Reszta jedynie kiwnęła głową.

       Wszyscy mniej więcej wiedzieli gdzie mieli być. Pozostałą część uzgodnimy w dniu walki. Ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć ilu będą mieć sojuszników. Jedyne co możemy na tą chwilę zrobić to ustawienie. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę o swoich miejscach. Kto mniej więcej kogo będzie osłaniał. Musieliśmy przewidzieć częściowo ich działanie.

           - To wszystko? – zapytałem lekko znudzony. Odepchnąłem się od płyty i czekałem na odpowiedź.

           - Jeśli masz coś ważnego do zrobienia to idź, my jeszcze zostaniemy – powiedział Niall, rozglądając się po starym budynku.

       A żebyście wiedzieli, że mam! Szybkim krokiem wyszedłem stamtąd. Po raz ostatni oglądając się do tyłu i przyglądając się kolegom.  Znowu czekała mnie długa droga. Do fabryki szło się głównie lasem. Była ona można powiedzieć na odludzi. Żaden dom nie stał w zasięgu kilometra. Dlatego to idealne miejsce na krwistą walkę. Nie przegraliśmy ani jednej z nich. Przeciwnicy o tym wiedzieli, ale mimo to co rok łudzą się, że wygrają. Chcieliby. Z takim składem i wyposażeniem nie mają szans. Nie są jeszcze w tym doświadczeni, co daje nam przewagę.

Perspektywa Scarlett

       Usłyszałam przeraźliwy huk dochodzący prawdopodobnie z salonu. Serce zaczęło coraz szybciej bić. Przestraszona wstałam z łóżka. Próbowałam nie ukazywać strachu przed Erin. Bo przecież to mój dom i powinnam nad wszystkim panować. Drżącą ręką otworzyłam drzwi. Dreszcze na moim ciele stawały się coraz większa, a oddech przyśpieszył błyskawicznie. Subtelnie zamknęłam za sobą drzwi, by nie poinformować niezaproszonego gościa o moim przybyciu. Dłonie zaczynały mi się pocić. Myślałam tylko o tym, że to mama. Bo to rzeczywiście mogła być ona. Ale nie... Krzyknęłaby z dołu, że już jest, nawet jeśli bym spała. Zawsze tak robiła, a ja ją słyszałam, gdy była druga w nocy. Nie miałam twardego snu, przez co słyszałam głośniejsze szmery albo grzmoty. Ruszyłam przed siebie. Było ciemno. Dlatego gdy schodziłam ze schodów robiłam to bardzo pomału. Tak jakbym dopiero uczyła się chodzić. Trzymając się metalowej barierki, zeszłam z ostatniego schodka. Dłonią wymacałam komodę, na której powinna stać lampa. Kiedy rozpoznałam jej kształt, zaświeciłam ją. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu intruza. Jednak nikogo nie było. Zmarszczyłam brwi, ale szłam dalej. Nie zrezygnowałam. Nagle z kuchni usłyszałam kolejny huk. Brzmiał tak jakby ktoś walnął łyżką o spód garczka. Wydawało mi się, że chce abym do niego przyszła. Posłusznie to uczyniłam, nie widząc innego wyjścia. Zadzwonienie na policję jest już za późno. Poza tym usłyszałby mój głos, a ja do tej pory nie wiem kto to jest. Ominęłam kanapę i stanęłam przed ścianą prowadzącą do kuchni. Przechyliłam głowę w bok, chcąc zobaczyć co ukrywa się w kuchni. Przejechałam oczami z kąta na drugi. I moje serce stanęło. Na drugim końcu stała czarna postać. Zauważyłam tylko jej cień, który został delikatnie oświetlony przez blask księżyca. Gdy mnie zobaczyła zaczęła się do mnie przybliżać. Odruchowo zawróciłam i pobiegłam w stronę końca salonu, bo nie chciałam nic mówić Erin, dopóki nie dowiem się kto to jest.

           - Chodź – szepnął mi do ucha. Nie powiem, że mi trochę ulżyło, gdy zorientowałam się, że to nie jest głos Harry’ego, lecz bardzo podobny. Identyczna chrypka, ale inny ton.

       Nie wypowiadałam ani słowa. Po prostu szłam za nim. Wcale nie do wyjścia, tylko do piwnicy. Było to bardzo dziwne. Ale co raz mniej się bałam. Jakby nie chciał mi zrobić krzywdy. Tylko co? Chwycił mnie za rękę, zamykając drzwi. Mężczyzna dłonią wyszukał włącznika znajdującego się na ścianie. Po pomieszczeniu rozbłysło żółte światło, rażąc przy tym moje oczy. Przetarłam ją palcami i skierowałam wzrok na włamywacza.  Zauważył moje delikatne drżenie, przez co mogłam zauważyć delikatny uśmiech.

           - Nie bój się. Nic ci nie zrobię – powiedział. Trochę mnie uspokoił.

       Nie powiem, że odetchnęłam z ulgą, bo tak się nie stało. Dalej byłam spięta. Szczególnie, gdy nieznajomy człowiek patrzył się na mnie. Nie wiedziałam czego on chciał i co było przyczyną jego wizyty.

           - Przyniosłem ci coś – rzekł, wyjmując z kieszeni kurtki, białą kopertę.

       Wyciągnęłam po nią rękę, a kiedy została już mi wręczona przyglądałam jej się bardziej. Na wierzchu pisało „Dla Scarlett”. Przez chwilę zastanawiałam się od kogo to mogło być, jednak nikt nie przyszedł mi do głowy.

           - Od kogo jest ten list? – zapytałam podnosząc głowę.

           - To tajemnica. Jak otworzysz to się przekonasz .

       Nie byłam pewna co to tego czy powinnam to otwierać. Bałam się, że mogę się zawieść. Stwierdziłam, że zanim to zrobię muszę zobaczyć kim jest dostawca.

           - Kim jesteś? Jakimś listonoszem? – ponownie spytałam. Nie tylko list był tajemniczy, on także.

           - Jeśli ci powiem. Znienawidziłabyś mnie, choć wiem, że i tak to robisz – wypowiadał te słowa
bardzo powoli. Mogłam dostrzec zakłopotanie. Kogo mam nienawidzić? A może lepsze pytanie. Za co?

       Niespodziewanie odwrócił się i wyszedł. Nie! To nie może się tak skończyć! Musiałam go dogonić. Inaczej całe życie wypominałabym sobie, że tego nie zrobiłam. Żyłabym ciekawością.

           - Stój! – krzyknęłam, chwytając go za ramię i ściągając kaptur z głowy.

       Z tyłu ukazały mi się lekko kręcone włosy. Chcąc zobaczyć więcej, stanęłam z nim twarzą w twarz. Kogoś mi przypominał. Te oczy. I uśmiech.

           - Nazywam się Peter Styles. Jestem ojcem Harry’ego.
________________________________________________


DAM, DAM, DAM!
Już 11. Ojej! To takie piękne :D
Na wstępnie dziękuję za rekordową ilość komentarzy pod ostatnim rozdziałem! Jej. A teraz smutna wiadomość. Straciłam trzech obserwatorów :( Wiem, że nie piszę super, extra, bosko. To jest moje pierwsze ff, tak na poważnie. Zastanawiam się czy chodzi o zakończenie poprzedniego rozdziału. Wiem, że niektórzy mogli pomyśleć, to, że już na początku dam wątek Harry’ego i Scar. To by było za wcześnie.
Ten tydzień był z jednej strony świetny, bo dostałam follow od Jai'a. Niby nic, ale mam ciarki. Nie miałam weny. Nic. Dlatego także przełożyłam datę dodania. 
Mimo wszystko dziękuję serdecznie tym, którzy dotrwali! Jesteście dla mnie ogromnym wsparciem i motywacją. Nie zapomnijcie o tym! :D

Przepraszam jeszcze za to, że rozdział jest taki nudny :( 

Proszę, skomentujcie. Chciałbym wiedzieć ile osób to czyta. I czy nadal została :(

Do następnego :)

25 komentarzy:

  1. Rozdział super :) No i jeszcze ten ojciec Harry'ego. Jestem ciekawa co będzie dalej.
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam, Cynical Caroline.
    save-me-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje! Twój blog został nominowany do Liebster Blog Award! Więcej informacji tutaj ----> http://nowaosobowosc.blogspot.com/2015/04/liebster-blog-award.html?m=1
    ~Jul :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Extra rozdział!!! ^-^ No co mogę więcej powiedzieć??? A nie, czekaj. Wiem!!!
    ŻE WHAT???!!! Ojciec Harry'ego??? Wow. Tego się chyba nikt nie spodziewał. Ciekawe co będzie dalej. A rozdział wcale nie jest nudny. *-* Jest cudny, wspaniały. I nie przejmuj się tymi trzema osobami... Nie mają gustu.
    Życzę weny na następne rozdziały *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli chcesz recenzję swojego bloga, zapraszam na Recenzowisko http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/
    Krytyka nie tylko negatywna!

    OdpowiedzUsuń
  5. No dobra, Stylesa się spodziewałam, ale seniora Stylesa??!!! O kurdeczki, się porobiło....
    A tak poza tym to hej! :D
    No więc rozdział świetny, zwłaszcza akcja z 'różowym'... Hahaha! Co złego w tym kolorze...? Przecież taki męski...
    Przez cały czas (kiedy jeszcze nie było tego rozdziału) zastanawiałam się, kto przyjdzie do niej do domu? Teraz to już myślałam, że będzie to mama, sądząc po początku rozdziału, ale później było, że on ma jakieś tam sprawy no i pomyślałam, że to będzie on... Później, jak ktoś powiedział coś tam przy jej uchu i głos był znajomy, to stwierdziłam, że to Luke. Był nawet moment, że podejrzewałam Liama xD (no, to teraz już znasz mój inteligentny tok rozumowania xD)
    Tatulka to się serio nie spodziewałam, ale jestem ciekawa co to jest za list, więc proszę - w następnym rozdziale napisz jego treść :D Coś mi się zdaje (ale to jedynie moja głupia inteligencja podpowiada), że to będzie list od jej ojca... Hm. Nie wiem xD

    Ja oczywiście jestem z Tobą i Cię nie opuszczam! :D Przy okazji, nie wiem czy wiesz, ale masz nową czytelniczkę, więc tamte trzy wolne miejsca obserwatorów się pewnie niedługo uzupełnią ;) Nie masz się co martwić :D (nie powiem kto to, może już wiesz, bo coś skomentowała, ale tego to ja już nie wiem xD) W każdym razie... skojarzysz ją jeśli się ujawni albo jeśli już to zrobiła :D

    Nie mam pojęcia, dlaczego 'tamci' odeszli, ale to byłoby nudne, gdyby od razu był wątek Scarlett i Harry'ego. Nie? Moim zdaniem świetnie piszesz! ;)

    No to ja pozdrawiam, czekam na nn i życzę duużo, duuuużo weny ;)

    (komentarz niestety krótki tym razem i z błędami oczywiście xD)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się wydaje, że mówisz o mnie :') (No, a jakże by inaczej. Przecież to ja ci pisałam, że zaczęłam czytać tego bloga :D)

      Usuń
    2. Haha dziękuje Wam :")
      Mara. Nawet nie wpadłam na to, żeby wcisnąć tu Luke'a. Zaskakujesz mnie stalkerku :")
      Krótki? No chyba nie :D

      Usuń
  6. Hej, hej, hej! :)
    Dzisiaj przeczytałam wszystkie rozdziały! No i chcę więcej! Strasznie zaciekawiła mnie ta historia♥
    Podziękuj osóbce wyżej, bo ona jak zawsze czytała przy mnie rozdział, no a ja siedząc przy niej również go przeczytałam! Wkręciłam się w to opowiadanie i postanowiłam przeczytać całego bloga! :D

    Ten moment z różowym kolorem podbił moje serce! ♥ Serio xD To było świetne! "Patrz jaki odcień!" <--- Kobieto gratulacje! :'D
    Czyli jednak ojciec Harry'ego żyje?! O.o Ale jak...przecież... i no...
    Ja chcę już wiedzieć wszystko! I jak zareaguje Harry, kiedy się dowie, że jednak jego tata nie umarł?! (Chociaż wydaje mi się, że szybko się tego nie dowie)
    No i ten list... Co tam jest?! W następnym rozdziale musisz to wyjawić! Proszę! :(

    Ach i nie przejmuj się tymi obserwatorami :) Oni odeszli, ale nadeszłam JA!
    Pfff zapomnij o nich, nie wiedzą co tracą niewdzięcznicy xD
    Piszesz naprawdę świetnie, a Twoje opowiadanie to po prostu REWELACJA! Dobrze, że od razu nie dałaś wątku Scarlett i Harry'ego, bo to byłoby... za szybkie? No nudne po prostu :)

    No i poza tym to chciałam Ci ponownie OGROMNIE podziękować za to, że zrobiłaś dla mnie taki cudowny szablon ♥♥♥ (Ten z Louisem) Nadal jestem pod wielkim wrażeniem tego cuda i po prostu kocham Cię za to, że mi go wykonałaś! ♥

    Życzę duuużo weny ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Kurde no uwielbiam Cię :DD
      Spokojnie w następnym "postaram" się dodać treść listu :DD

      DZIĘKUJĘ JESZCZE RAZ! :*

      Usuń
  7. Zapraszam do mnie na 6 rozdział :)
    save-me-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju cudowny !! Co jak co, ale tego się nie spodziewałam *-* ta końcówka >>>>>
    Jestem ciekawa co jest w tym liście. Może wyjaśnienia ? Mam nadzieję.
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Życzę weny i czekam na next :**

    http://lifeasnotinafairytale.blogspot.com/2015/04/rozdzia-4.html?m=1

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaa czytam, czytam ! Czekam na next ;)

    ***
    Tymczasem serdecznie zapraszam do mnie, na razie prolog, ale jak będzie 5 komentarzy wstawię pierwszy rozdział ! <3 Zostawisz komentarz z opinią, jak ci się podoba rozdział ? :) proszę to dla mnie ważne.
    http://love-is-a-weakness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział cudowny czekam na next i życzę weny <3 Zapraszam na bloga: wearedirectioner4ever.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapraszam na 7 rozdział :)
    save-me-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny rozdział czekam na kolejny! Proszę mnie informować !

    _________________________________________________

    W Anglii, dzieciaki Blue i Liam są ze sobą nie rozłączne,przyjaźnią się ze sobą na dobre i złe.Kiedy rodzice małej Blue giną wypadku samochodowym dziewczynka,musi iść do domu dziecka.Po latach Liam robi karierę z zespołem One Direction a Blue wyprowadza się z sierocińca.Czy spotkają się ponownie ? Czy połączy ich coś więcej niż tylko przyjaźń? Tego dowiecie się na blogu http://liampaynejade1d.blogspot.com
    Bardzo proszę również o obserwowanie bloga 

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej! Informuję, że zostałaś przez mnie nominowana do Libster Award. Zapraszam do zerknięcia na pytania. Pozdrawiam Mara.
    http://give-me-your-heart-forever.blogspot.com/2015/05/libster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeju mega blog! Nie moge doczekac sie kolejnego rozdzialu! Zyczr weny i jestem ciekawa o co chodzi!
    Zapraszam do siebie na nowu! http://fight-for-this-love-jb.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapraszam na 10 rozdział :)
    save-me-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. W ciągu godziny, GODZINY! przeczytałam całe 11 rozdziałów, i Woooooooow :3 świetne :D


    http://of-pure-love.blogspot.com/2015/04/prolog.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  17. Miejsce, gdzie ciche słowa chowane przed wszystkimi, w końcu mogą być wypowiedziane.
    http://silent-words-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj Moja Droga!
    Właśnie nominowałam Cię do LBA! ;)
    Więcej informacji:
    http://instant-fanfiction.blogspot.com/p/liebster-award.html

    Pozdrawiam! ;)

    PS. Czekam na nn! ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Rozdział na prawdę bardzo ładny :)

    http://secret-hill.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Super rozdział <3

    http://passionatelove-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń